Historia

Niesamowita historia Jasia, Franka i Ewy, to historia rodziny, która wzrusza, chwyta za serce, budzi wielkie emocje, ale przede wszystkim to piękna historia o życiu, walce i sile miłości. Zwykła rodzina, ale jakże niezwykła. Dziś opowiemy Ci historię Franka i o pomoc dla niego będziemy prosić całą siłą naszych serc.

Franek był upragnionym dzieckiem, drugim w rodzinie. Rodzice długo zwlekali z decyzją, ponieważ późne zdiagnozowanie choroby genetycznej (galaktozemii) pierworodnej Ewy i nieodpowiednie postępowanie medyczne w pierwszych tygodniach jej życia doprowadziły do niepełnosprawności dziewczynki. Miłość wzięła górę i szczęście, wielkie szczęście… Na świat przychodzi Franciszek. Rodzice żyli w przekonaniu, że teraz urodzi się zdrowe dziecko. Wszystkie wykonane w ciąży badania dawały prawidłowe wyniki… Chłopczyk urodził się bez prawego przedramienia. Szok, ból, płacz matki przez miesiąc i zadawane pytanie „dlaczego”. A ON tylko się uśmiechał. Od początku dzielny, radosny pełen dystansu do swojego kalectwa. Wspaniały chłopiec, który uczy nas dorosłych, jak się nie poddawać, jak czerpać radość z każdej chwili, z każdego dnia.

Rodzina absolutnie nie przygotowana na kolejną chorobę dziecka . Rozpoczyna się codzienny trud. Zaczynają się piętrzyć problemy. Żaden żłobek nie chce przyjąć Franusia. W odpowiedzi rodzice słyszą słowa kolejnych dyrektorów, że ich dziecko nie kwalifikuje się do placówki: „bo nie ma rączki”. Opiekunki się nie sprawdzają. Dzieckiem zajmuje się mama, która rezygnuje z pracy. Walka rodziców o godne życie ich dziecka trwa. Po dwóch latach rodzice Franka podejmują próbę protezowania. Robią to w Finlandii, całkowicie prywatnie. Ale to nie ma znaczenia, przecież najważniejszy jest Franek. Do dziś ze wzruszeniem mama Agnieszka opowiada, jak ten mały, dwuletni wówczas chłopiec z ogromną cierpliwością poddawał się wszelkim badaniom, wyciągał lewą rączkę i prawy kikut do zmierzenia. Tak bardzo pragnął być taki jak wszystkie dzieci.

Niestety, proteza była zbyt ciężka, Franek nie chciał jej nosić. Rodzice nie naciskali, nieważne dla nich były poniesione koszty i trudy wyjazdów do Finlandii. Nie chcieli robić niczego na siłę i wbrew dziecku.

Kiedy chłopiec kończy trzy latka, zostaje przyjęty do integracyjnego przedszkola. Jego wrodzona pogoda ducha sprzyja nawiązywaniu relacji z rówieśnikami. W placówce świetnie sobie radzi, jest coraz bardziej samodzielny. Na szczęście lewa rączka nie eliminuje Franka z żadnych zabaw, które na etapie przedszkola są tak istotne dla rozwoju dziecka. Chłopiec dobrze się rozwija, jest bystry, inteligentny, ciekawy świata. Jego niepełnosprawność została zaakceptowana przez dzieci w grupie. Franek nigdy nie czuł się gorszy, nie miał kompleksu różnicy, który może się wytworzyć w relacjach dziecka niepełnosprawnego z pełnosprawnymi rówieśnikami. Zawdzięcza to z pewnością rodzicom, którzy zawsze dbali o to, aby ich syn miał kontakty z innymi dziećmi.

W wieku czterech lat Franek rozpoczyna naukę gry w szachy. Niebawem zaczyna się kolejny etap w życiu chłopca – szkoła. Jest dobrze. Z coraz większą samodzielnością Franciszek wchodzi w środowisko szkolne. Nauka nie sprawia mu problemów. Reakcja rówieśników na jego kalectwo też już go nie dziwi. Odpowiada cierpliwie kolegom na pytania, robi to z wrodzonym sobie wdziękiem. Czasami wchodząc w nowe środowisko denerwuje się, że znowu padną te same pytania, ale nadal na nie odpowiada.

Los nie jest jednak dla Franka łaskawy. W drugiej klasie Franuś chudnie, źle wygląda. Długi pobyt w szpitalu, liczne badania nie pozostawiają żadnych złudzeń – cukrzyca typu 1. Ile jeszcze wytrzyma ten mały chłopiec? Wiele… Silna więź z rodziną pozwala mu przetrwać najcięższe chwile w szpitalu. Chłopiec jest bardzo zmęczony badaniami, tęskni za bliskimi i kolegami. Wraca do szkoły z takim samym zapałem do poznawania świata jak dotychczas. I znowu ten dystans do choroby, którego mógłby się uczyć od niego niejeden dorosły. Uśmiechnięty zabiera się za nadrabianie zaległości, ale największą radość sprawia mu powrót do normalności, rozmów i zabaw z kolegami. O swojej chorobie wie bardzo dużo. Jest bardzo odpowiedzialnym pacjentem. Zaczyna uczyć się swojego organizmu i odpowiednio reagować na jego sygnały. W ciągu doby poziom cukru kontrolować trzeba od 8 do 10 razy. Jest to bardzo ważne, gdyż stężenie cukru ponad 170mg/dl prowadzi do ślepoty, uszkodzenia nerek i układu nerwowego.

Franka „cukry” niestety niebezpiecznie skaczą, zdarza się, że przekraczają 300mg/dl. Konieczna jest zmiana lekarza. Brak specjalistów w rodzinnym mieście powoduje, że rodzice podejmują decyzję o leczeniu Franka w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Mama Agnieszka, która powróciła do pracy, znowu z niej rezygnuje. Całodobowa opieka nad Frankiem jest wyczerpująca. Przygotowywanie odpowiednio zbalansowanych posiłków (sześć na dobę), przeliczanie jednostek insuliny to nie jest proste zadanie, a nie można się pomylić. Dochodzą kolejne wysokie koszty leczenia, nie wszystko jest refundowane. Otoczenie Franka zostało poinformowane o chorobie. Dzieci w klasie, wychowawczyni wiedzą, z jaką chorobą chłopiec się boryka i jak reagować, gdyby zasłabł.

Na tym można by historię Franka skończyć… Niestety nie. Franek zaczął nagle szybko rosnąć. Diagnoza: guz podwzgórza mózgu, leczenie trwa… I teraz jest już naprawdę trudno. Dręczące badania MR, strach, leczenie farmakologiczne. Mimo wszystko Franek stara się żyć normalnie. Ma swoje pasje i ulubione sporty. Tata Tomasz zaraził syna miłością do historii II wojny światowej. Rekompensatą częstych pobytów w szpitalu stają się gry komputerowe – strategiczne i zręcznościowe . Tu znów Franek pokazuje swoją siłę. Jedną ręką dochodzi do poziomu MG2. Choć to tajemnica, wiemy, że chciałby zostać steamerem tak jak Izakoo.TV .
Zwykła rodzina, zwykli rodzice. Ich wielka miłość do dzieci, mądrość, ogromna wrażliwość budzi podziw i zawsze ogromnie porusza. Rodzice chłopca Agnieszka i Tomasz długo próbowali radzić sobie sami. Dziś jednak wiedząc, że nie ma innego wyjścia, proszą o pomoc Ciebie. Jest przecież jeszcze ostatni, najmłodszy spośród rodzeństwa Jaś. Tylko specjalistyczne leczenie i rehabilitacja przynosi nadzieję, że będzie coraz silniejszy, odporniejszy, że będzie żył…

Drogi Darczyńco, to Ty dajesz im nadzieję każdego dnia .To dzięki Tobie świat ma cieplejsze barwy. To Ty przyczyniasz się do tego, że nasze dzieci uśmiechają się, bawią, uczą, żyją.
Nie ma takich słów, które wyrażają to, co czujemy my rodzice, wdzięczni za każdą pomoc i siłę którą od Ciebie dostajemy. Nie ma takich słów, którymi moglibyśmy wyrazić wdzięczność za Twoją hojność .Wierzymy głęboko, że cały czas jesteś z nami. Prosimy, pomóż naszym dzieciom.

Rodzice, Agnieszka i Tomasz Oczkowscy